Serce jak lód

„Z burzy życiowej wyniosłem tylko kilka pojęć… i ani jednego uczucia. Dawno już żyję nie sercem, lecz głową. Ważę i analizuję swoje własne namiętności i postępki z surową ciekawością, ale bez przejęcia. Jest we mnie dwóch ludzi: jeden żyje w całym znaczeniu tego słowa, drugi myśli i sądzi tamtego.”

Lermontow

‚Un Coeur En Hiver’, jak sama nazwa wskazuje, opowiada historię serca zimnego niczym lód, które zbiegiem okoliczności zaplątało się w trójkąt miłosny z utalentowaną skrzypaczką i przyjacielem. Zainspirowany fragmentem powieści Lermontowa ‚Bohater naszych czasów’ z przed ponad wieku, Claude Sautet postanowił go zaprezentować, wykorzystując sonatę Maurice’a Ravela. Efektem jego wysiłków w 1992 roku była pokaźna suma nagród na koncie filmu, w tym Srebrny Lew, nagroda FIPRESCI i Pasinetti (najlepsza aktorka dla Emmanuelle Beart) w Wenecji lub za najlepszy film zagraniczny od National Board of Review.

Przywołanie rosyjskiej literatury nie jest przypadkowe, bo w jednej z pierwszych scen wspomnianą książkę Stephane (Daniel Auteuil), główny bohater i początkowy narrator, otrzymuje od swej przyjaciółki, która śmiało stawia tezę, że ten znajdzie w Pieczorinie wiele podobnych sobie cech. Dla wprawnego oka widza, który to dostrzeże, a tę historię zna jest to również zapowiedź finału. Nie przeszkadza to zupełnie w czerpaniu pełnymi garściami z cudownego scenariusza i uzupełniających się wątków miłosnego z muzycznym, do czego mam w kinie słabość. Wybór impresjonistycznego kompozytora i jego inspirowanej amerykańskim bluesem i jazzem sonaty na pianino i skrzypce jest równie nieprzypadkowy, gdyż Ravel znany był z twierdzenia, że oba instrumenty są ze sobą zupełnie niezgodne i dobrał je na zasadzie kontrastu.

„Najbardziej urzekającą częścią jazzu jest jego bogaty i porywający rytm”

Maurice Ravel

Wróćmy do fabuły i bohaterów francuskiego romansu, którego rytm porywa zgodnie z powyższym opisem, a wzloty i upadki emocjonalne odwzorowywane są w sekcjach sonaty odgrywanych na ekranie, z niezwykle intensywną częścią środkową ‚Blues Moderato’. Stephane jest mistrzem w zakładzie lutniczym prowadzonym przez jego wieloletniego przyjaciela Maxime’a (Andre Dussollier). Żyją w symbiozie. Jeden pozwala drugiemu zajmować się w spokoju pracą i akceptuje milczenie, a drugi folguje pierwszemu, pozwalając wygrywać na korcie do squasha i zabawiać gości w towarzystwie. Współpracują z korzyścią finansową dla obu. Camille pojawia się na horyzoncie, jako świeża klientka, której skrzypce wymagają delikatnej naprawy przed zbliżającym się ważnym nagraniem. Właściciel zakładu przedstawia ją swojemu podwładnemu z odległości, obserwując kobietę przy stoliku restauracyjnym z wysokości baru. Wzrok Stephane skierowany w jej stronę, chociaż zdawkowy, bezinteresowny i podyktowany instrukcjami kolegi, pozostaje bez odpowiedzi i kiedy traci nadzieję na odwzajemnienie, wtedy w ostatnim ułamku sekundy przed trzaśnięciem wyjściowymi drzwiami następuje długo oczekiwana riposta. Przelotny błysk w oku młodej artystki wynagradza cierpliwość i zwiastuje może jeszcze nie uczucie, ale na pewno zainteresowanie. Całe zajście ma swoje odzwierciedlenie podczas ostatniej wymiany spojrzeń tej pary w końcowej scenie filmu.

„Czuję w sobie tę nienasyconą chciwość pochłaniającą wszystko, co spotyka na drodze: patrzę na cierpienia i radości innych jedynie w odniesieniu do siebie, jak na pokarm podtrzymujący moje siły duchowe. Sam nie jestem w stanie szaleć pod wpływem namiętnych uczuć; (…) Największą przyjemnością dla mnie jest podporządkowanie mojej woli wszystkiego, co mnie otacza; wzbudzać w kimś uczucie miłości, oddania, lęku”

Lermontow

Tajemniczość lutnika, udawany brak zainteresowania, powściągliwość i subtelne zarzucanie przynęty bierze górę nad emocjami skrzypaczki. On naturalnie, uwielbiając swoje codzienne zajęcie naprawiania instrumentów, postanawia potraktować ją analogicznie do pozytywki, którą odnawiał dla jednego z klientów. Rozkłada ją na części, spotkanie po spotkaniu, słowo po słowie, niedopowiedzenie po niedopowiedzeniu, aż do chwili, gdy sama gubi się w tym, do czego między nimi doszło, a co sama sobie wyobraziła. Camille ma z nim więcej wspólnego niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Ona także nie potrafi być stała w uczuciach i szybko nudzi się bezpiecznym związkiem z Maxem, kiedy zakazany i tajemniczy owoc jest na wyciągnięcie ręki. Tym razem to ona zdaje się pełnić rolę bezpiecznej przystani lub latarni oświetlającej drogę do portu zgubionemu żeglarzowi. Ten konkretny żeglarz wcale jednak nie tęskni za stałym lądem i chociaż chętnie wyjdzie na spacer brzegiem morza, nie zamierza cumować swojej łajby na stałe. Tą nieuchwytność świetnie oddaje to krótka scena zabaw dziecięcych, która bardzo łatwo może ujść uwadze widza. Kiedy młodzież bawi się w chowanego, obok rozmawiających dorosłych mężczyzn przebiega chłopiec, który następnie ukrywa się pod stołem. Gdy do pokoju wpada dziewczynka, wszyscy zgodnie twierdzą, że chłopca w pomieszczeniu nie znajdzie.

„Jestem jak żeglarz zrodzony i wyrosły na pokładzie korsarskiego brygu: jego dusza zżyła się z burzami i bitwami; żeglarz wyrzucony na brzeg tęskni i nudzi się, żeby nawet najsilniej wabił go cienisty gaj, żeby najjaśniej świeciło mu pogodnie słońce”

Lermontow

Niespokojną falą i zapachem bryzy dla postaci lutnika w filmie jest muzyka, którą umiejscawia w sferze marzeń, jedynym pociągającym go kierunku. Do niej zalicza również miłość spisaną na kartach powieści, której romantyzm trafia w jego serce w przeciwieństwie do rzeczywistego uczucia, które najwidoczniej nie potrafi się zrodzić pomiędzy nim a drugą osobą. Bardziej porusza go sama idea niż wprowadzenie jej w życie. Obraz Sauteta nie daje odpowiedzi na pytanie o powód tego stanu i pozostawia miejsce do interpretacji intencji oraz przyczyn zachowania głównego bohatera. On sam wyznaje, siłą wciągnięty do dyskusji, że milczenie nie zawsze jest oznaką braku inteligencji i własnego zdania, a może być wyrazem strachu przed niezrozumieniem i odtrąceniem.

W trakcie kolacji, kiedy odbywa się ta rozmowa poruszony zostaje również temat odbioru sztuki przez masy. Camille broni je, ważąc na szali inspirację, którą wzbudza dzieło, chociaż w jednej osobie z tłumu przeciw całej reszcie błąkających się bez celu wśród obrazów i rzeźb, jak turyści po Luwrze. Krótki epizod z jej życia, kiedy nagrywa wspomnianą na początku sonatę Ravela zdaje się być nagrodą i odpłaceniem za tę postawę. Zakochała się w kimś z tłumu, w kimś, kto zazwyczaj jest jedynie tłem. To jednak on zainspirował ją do grania najlepiej jak potrafi. Grała dla niego i zostało to uwiecznione na zawsze. Zostało zapisane w sferze muzyki. W sferze marzeń.

Czasy się zmieniają, ale typ bohatera prezentowany przez Pieczorina i Stephane wydaje się powtarzać u ludzi i wyłaniać na powierzchnię wśród zupełnie inaczej skonstruowanych społeczeństw, nie zwracając uwagi na panujące reguły. Pojedynki i broń zastąpiły bardziej pokojowe rozwiązania, a postać kobieca jest równie ważna, jeśli nie ważniejsza od rywalizujących o nią samców, choćby robili to dla zabawy. ‚Un Coeur En Hiver’ jest tego przykładem. Będąc filmem kompletnym, gdzie każdy wątek i detal poza ekranowy wydają się powiązane, jednocześnie zostawia widza z nutą niedosytu, która wynika najprawdopodobniej z przyzwyczajenia do innych rozwiązań historii miłosnych w kinie, a które często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Ocena: 9/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s