Wielki Budda

Wszystko się zmienia. Nic nie pozostaje takie samo.

Budda

Christian Frei ma na koncie wiele świetnych dokumentów nominowanych do nagród na największych imprezach filmowych, w tym ‚Fotografa Wojennego’, który w 2002 roku był kandydatem do Oskara. W zeszłym roku jego ‚Genesis 2.0’, opowiadające o wyścigu naukowców po kości mamuta i próby odtworzenia materiału genetycznego rodem z hollywoodzkich produkcji Stevena Spielberga, uzyskało nagrodę za zdjęcia w konkursie festiwalu Sundance.

Tym razem udaje się do Doliny Bamian w Afganistanie, gdzie w V w. wykuto w skale dwa gigantyczne posągi Buddy o wysokości 53m i 40m. Miasto leży na trasie dawnego szlaku jedwabnego łączącego Chiny z Bliskim Wschodem i Europą. Najprawdopodobniej w czasach swojej świetności było centrum handlu oraz przystanią dla podróżnych tuż po ciężkiej wędrówce przez pustynię Gobi. Ten opis pasuje do innego miasta, również bogatego w skalne konstrukcje, świątynie i systemy korytarzy, a mianowicie Petrę, która od paru lat staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym. Być może podobna przyszłość czekała Bamian. Szwajcar w dokumentalnym filmie ‚Wielki Budda’ wykorzystuje temat zniszczenia tych pomników przez talibów do celów oczywistych, czyli krytyki tego rodzaju ikonoklastycznych praktyk, ale wyciąga również na światło dzienne obłudę i hipokryzję cywilizacji Zachodu zarówno w jej zrozumieniu Islamu, jak i trosce o artystyczno-historyczne dziedzictwo gatunku ludzkiego. Porusza także wspomniany wyżej aspekt turystyczny w odniesieniu do autentyczności podziwianych dzieł sztuki.

Na wstępie poznajemy głowę rodziny, która okupuje jedną z jaskiń od 70 lat. Mężczyzna nie jest do końca pewny swojego wieku, a jego twarz daje świadectwo ciężkiego żywota okolicznej społeczności, która w ostatnim czasie musiała znosić ciągłe zmiany ustrojów politycznych oraz wizyty wojsk radzieckich i talibów walczących z buddyzmem. Wspomina jak traktowano jego lud Hazarów, przytaczając hasło „Tadżyk do Tadżykistanu, Uzbek to Uzbekistanu, Hazar? Do grobu!”. On i jego najbliżsi doskonale pamiętają trzęsienia wywołane przez eksplozje podczas usuwania pomników Buddy w 2001 roku, niedługo przed atakami w Stanach Zjednoczonych. Talibowie byli na ich los obojętni. Liczył się pokaz siły i zniszczenie czegoś, czego nie da się odbudować. Liczyło się zatrzymanie sensu ciągłości historii narodu.

Najsmutniejszy obraz wyłania się w momencie konfrontacji islamskiego obrazoburstwa z reakcją państw i organizacji szeroko rozumianego Zachodu, która owszem była natychmiastowa i potępiająca, ale jeśli spojrzeć na nią z pewnej perspektywy, była też pełna fałszu. Głód i ciężkie warunki życia lokalnej społeczności nigdy nie były przedmiotem ich zainteresowań, podobnie jak faktyczny obraz bogatego i różnorodnego Islamu (z własnych podróży po arabskich krajach też zawsze wynoszę wrażenia przeciwstawiające się powszechnej opinii), a jakakolwiek pomoc wiązała się tylko i wyłącznie z buddyjską sztuką na długo przed tragedią, jak niewątpliwie należy określić ten barbarzyński akt. Media grzmiały i huczały, a przedstawiciele polityczni wydawali kolejne oświadczenia dezaprobaty, kiedy przez niemal 2 tygodnie talibowie nieudolnie starali się pozbyć Buddy, korzystając z czołgów i artylerii, a kończąc na odwiertach i materiałach wybuchowych. Nagranie eksplozji i unosząca się chmura dymu złapie za serce każdego miłośnika sztuki. Tylko czy mamy prawo do lamentu, kiedy tam w tych jaskiniach ludziom dosłownie zapada się sufit na głowę?

Na ile te reakcje Zachodu różniły się wtedy od tego, co obserwujemy dzisiaj przy okazji pożarów lasów Amazonii? Jak wiele osób, które wychowały się w uprzywilejowanych warunkach europejskich, gdzie nie ma już nawet skrawka dzikiego terenu, bo biały człowiek dawno wszystko wyciął, jest w stanie zrozumieć specyfikę brazylijskiego problemu? Czy gdyby wandalizm w Bamian miał miejsce dzisiaj, nadal jedynym sposobem reakcji byłaby Maja Ostaszewska publikująca najmodniejszy hasztag w mediach społecznościowych?

Efekty zniszczenia i kroki podjęte w celu zabezpieczenia klifów wcale nie napawają optymizmem pod względem etyczno-moralnym. Rozważania ekspertów na temat odrestaurowania posągów czy sposobu, w jaki tego dokonać (spolia i zbiory szczątków) oraz szybko mieszające się w te procesy lokalne władze, które widzą szansę na zarobek dzięki turystyce wydają się błahe w porównaniu z tym, co spotkało mieszkańców. Zostali przesiedleni do glinianych baraków, które wyglądem przypominają bardziej obozy pracy niż mieszkania. Niegdyś cieszący się dobrodziejstwami rzeki, teraz oddaleni od najbliższego źródła wody o 1,5km.

Widok przemarzniętego i kaszlącego chłopczyka w ramionach ojca jest tak samo przerażający jak widok materiałów wybuchowych roznoszących w pył rzeźby sprzed ponad 1500 lat.

Ocena: 7/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s