Jednym cięciem

Kiedy wydaje Ci się, że w gatunku horroru zombie nie ma już miejsca na nic oryginalnego, świeżego i jakościowego, pojawia się na horyzoncie film, który temu przeczy. Magia kina. Tak było z koreańskim ‚Train to Busan’ i tak jest z japońskim ‚One Cut of the Dead’, zbierającym nagrody publiczności na kolejnych festiwalach i utrzymującym poziom 100% fresh na portalu Rotten Tomatoes (41 recenzji). Pierwsze reakcje po seansach nowego filmu Jima Jarmuscha sugerują, że taka odtrutka może być kinomanom potrzebna.

Tytuł nie jest przypadkowy i odnosi się do otwierającego, prawie 40-minutowego pojedynczego ujęcia, które przedstawia grupę filmowców na planie opuszczonej elektrowni wodnej, wykorzystywanej według miejscowych legend do tajnych eksperymentów na ludziach. Podczas kręcenia produkcji o zombie, ekipę atakują prawdziwe zombie i zaczyna się krwawa zabawa. Horror klasy B, pełny tryskającej czerwonej cieczy, uciętych kończyn, ‚tani i wystarczającej jakości’, cytując reżysera, który nie pozwala kamerze przestać pracować nawet w obliczu śmierci współpracowników. Już sam ten fragment daje widzowi mnóstwo rozrywki, ale to nie koniec, chociaż dłonie składają się do oklasków, kiedy po raz pierwszy pojawiają się na ekranie końcowe napisy.

Debiutujący reżyser Shin’ichiro Ueda bawi się dalej w ‚zombicepcję’, przenosząc się w czasie do wydarzeń stanowiących genezę powstania filmu tylko po to, żeby zapoznać nas z artystami i producentami, a następnie wrócić do wspomnianych wyżej wydarzeń i przedstawić je z zupełnie innej, zewnętrznej perspektywy. Dokładając kolejne warstwy, za każdym razem zaskakuje, bawi mocniej i staje się coraz bardziej meta-komentarzem. ‚One Cut of the Dead’ na oczach widza przeobraża się z celowo słabej jakości slashera w hołd dla kinematografii i wszystkich osób związanych z produkcją, zaczynając od reżysera, przez scenarzystów, aktorów, aż po operatorów kamer, dźwiękowców i każdego na planie, kto służy pomocną ręką. Nie traci przy tym na humorze, a wręcz zyskuje, bo wcześniejsza znajomość nakręconego jednym ujęciem filmu odpłaca się, kiedy obserwujemy całość od kuchni.

Filmy z tego gatunku często ukrywają konkretny przekaz pod płaszczykiem pełnej przemocy walki z potworami. Kiedy nie są wykorzystywane, jako tło dla historii przetrwania, zombie potrafią reprezentować nasze wewnętrzne lęki, nieokiełznane masy, bezmyślnych konsumentów, tragedię wojenną czy nawet prawdę, która wyjdzie na jaw, niezależnie od tego ile razy będzie próbowało się ją pogrzebać. Czasami jednak tej głębi wcale nie ma, a scenarzysta nigdy nie zamierzał tworzyć czegoś wznoszącego się ponad proste survivalowe kino akcji.

W japońskiej ekranizacji wręcz prześmiewczo zostaje przedstawiona postać aktora, który gra nieumarłego i doszukuje się znaczenia i antyrasistowskiego przesłania w swojej roli. Mimo samoświadomego podejścia twórców do gatunku, ciężko jest oprzeć się wrażeniu, że zombie reprezentują tutaj niemal dosłownie trudy pracy podczas tworzenia filmów. Tyle energii, ile wysysają z bohaterów działania na planie zabiłyby zwierzę o wiele potężniejsze niż człowiek i faktycznie trzeba być odpornym na śmierć, żeby wytrwać w takich warunkach i nie zwariować.

Ocena: 8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s