Godzilla 2: Król Potworów

Autor tytułu do najnowszej edycji filmów z serii o gigantycznym, radioaktywnym kaiju naprawdę niewiele się pomylił, bo ‚Godzilla 2: Król Potworów’ to król potwornych filmów akcji/scifi. Seans był ciężki do zniesienia i jeśli mam być szczery, a taki mam zamiar to wytrwałem do końca tylko dlatego, że byłem z kimś umówiony pod kinem. Być może szczęśliwie, bo im dalej w las tym proporcje akcji do ekspozycji są bardziej znośne.

Część z Was widziała w zeszłym roku ‚The Meg’. Podobieństw jest mnóstwo i niestety nie jest to komplement, bo najnowsza produkcja Legendary Pictures powiela wszystkie błędy obrazów tego gatunku. Film trwa 132min.! Dwie godziny, dwanaście minut! Jak na kompletny brak pomysłu na opowiedzenie historii, ten czas jest zupełnie niezrozumiały. Pierwszy akt jest w zasadzie do pominięcia albo do zrealizowania w 5min, a ciągnie się i ciągnie jak flaki z olejem. Przewaga scen, w których bohaterowie chodzą po korytarzach, siedzą w salach konferencyjnych, naradzają się lub prowadzą wideokonferencje w porównaniu do scen akcji, które są dla widza zrozumiałe jest zatrważająca. Póki walczą ze sobą potwory nie jest źle. Problem pojawia się, kiedy do tej walki włączają się postaci ludzkie. Kamera się trzęsie, jest ciemno, a moje oczy nie nadążają nad ilością cięć. Czułem się zagubiony, zmuszony wręcz agresywnie do wyłączenia się z tego, co się dzieje na ekranie, a w efekcie nudziłem się w równym stopniu, co w trakcie wspomnianych wcześniej posiedzeń i dyskusji przy okrągłych stołach otoczonych panelami, sonarami i różnej maści elektroniką.

Niektóre postaci są tak bezużyteczne, że w ogóle można je wyciąć. Patrz Sally Hawkins lub O’Shea Jackson czy nawet Ziyi Zhang. Główni bohaterowie prowadzą rozmowy i zachowują się w taki sposób, że kompletnie mi nie zależało na tym czy przeżyją czy jednak pożrą ich potwory, najlepiej w podobny sposób do pamiętnej śmierci asystentki z ‚Jurassic World’. Relacje zbudowane między członkami rodziny Russell i pracowników Monarch są tak płytkie i bazują na takiej ilości one-linerów, że kolejne sceny w filmie prowokują moje powieki do powolnego opadania i odpłynięcia w stronę krainy, gdzie ‚Godzilla’ Rolanda Emmericha wyłania się na prowadzenie przed tym, co serwuje mi właśnie Michael Dougherty. To mówi wiele.

Przejdźmy do tego, co jest dobre, a są to momenty destrukcji miast i otoczenia w trakcie starć wielkich monstrów. Ba, są nawet sceny, którym przyznałbym miano perełek jak ta, w której obraz Godzilli nacierającej na Ghidorah odbija się w oknach drapacza chmur lub cała sekwencja pościgu z Rodanem. Kiedy tak się nad nimi zastanowię, nie przypadkiem wybrałem te konkretne. Cała reszta była do zobaczenia w zwiastunie i od razu zaznaczę, że powstrzymywałem się przed oglądaniem ostatnich materiałów promocyjnych. W związku z tym znowu nudziłem się. Jest jeszcze jeden moment, który na samą myśl sprawia, że mam ciary i włosy na rękach stają dęba, co może jest bardziej zasługą całego dorobku kinowego tej serii, ale fakt pozostaje faktem. Chodzi oczywiście o ścieżkę dźwiękową i wykorzystanie oryginalnego motywu przewodniego.

Podsumowując, za dużo agresywnej głupoty i scenariusz pisany na kolanie niestety nie pozwalają wczuć się w akcję filmu, czego następstwem jest brak lub mały stopień frajdy z chwil, kiedy coś faktycznie dzieje się na ekranie. Odradzam wydawania pieniędzy na bilet.

Ocena: 2/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s