Sekretne Życie Zwierzaków Domowych 2

‚Sekretne Życie Zwierzaków Domowych’, które miało premierę w 2016 roku ciężko nazwać sukcesem pod kątem kreatywnym. Inspirację w postaci ‚Toy Story’ widać jak na dłoni. Wbrew pozorom zamiana zabawek na zwierzęcych pupili w wielkim mieście pozwala na naprawdę wiele w tworzeniu nowego świata z własnymi zasadami i ciekawymi postaciami. Niestety, te możliwości nie zostały w pełni wykorzystane i według mnie oryginał wypadł blado. W porównaniu do najnowszego sequela jest to jednak ogromna pochwała. Problemy ‚Sekretne Życie Zwierzaków Domowych 2’ są dużo większe. Głupota jest wręcz agresywna.

O dziwo, film zaczyna się całkiem nieźle, a przynajmniej ma się takie wrażenie w chwili oglądania. Max, nasz główny bohater, narzeka na zachowanie dzieci w parku i szybko przechodzimy od tego stanu rzeczy przez poznanie miłości jego pani, ciążę, narodziny bobasa, początkowy brak porozumienia na linii pies-dziecko, by ostatecznie pokazać kiełkującą, wspaniałą więź, która ich połączy. To wszystko zamyka się w pierwszych 5-10 minutach i będąc w kinie, byłem zadowolony, że sprawnie przeszliśmy przez ten okres i od teraz zajmiemy się czymś ciekawszym. Po seansie mam wrażenie, że historia dorastania dziecka w domu i budynku pełnym zwierząt mogło być lepszym pomysłem na cały obraz niż to, co otrzymałem w zamian.

Skoro jesteśmy przy ciąży i dzieciach to trzeba zaznaczyć, jaki świat został wykreowany przez twórców, a jest to świat pełen stereotypów na temat męskości, kobiecości i ról płci w społeczeństwie, które mają swoje odzwierciedlenie w relacjach zwierząt. Tak samo, jak właścicielka głównego bohatera poznała mężczyznę i urodziła dziecko, tak samo suczka, do której Max zwraca się o pomoc, marzy jedynie o poślubieniu go, założenia z nim rodziny, opieki nad dzieckiem i nie cofnie się kompletnie przed niczym w drodze do tego celu. W przypadku płci przeciwnej mamy psa, który wyjeżdża z miasta na wieś i zderza się z surową rzeczywistością mieszkania na farmie, gdzie ciężko mu się odnaleźć po latach spędzonych w centrum Nowego Jorku. To naturalne. Tak samo naturalne jest to, że można mieć problemy psychiczne, depresję i leczyć się u terapeuty, a każdego, kto ma siłę, żeby się do tego przyznawać i podejmować kroki w kierunku zdrowia należy pochwalić. Prawda? No cóż, nie tutaj. Owczarek imieniem ‚Kogut’ z pogardą patrzy na słabszego psa, który reaguje strachem nie tylko na nowe otoczenie, ale również na zagrożenia czyhające na dziecko swojej pani, czyli nowego kompana życia i zabaw. Postawa wiejskiego psa tak bardzo przypomina wszystkich ludziom w prawdziwym świecie, którzy twierdzą, że z depresji wystarczy się otrząsnąć jak z kurzu, zacząć myśleć pozytywnie i wszystko będzie dobrze. W kolejnych scenach samiec-alfa udowadnia Maxowi, że prawdziwy mężczyzna musi być stanowczy, odważny i sam nawet podkreśla, że czasami tą odwagę trzeba udawać, kiedy się tak naprawdę boisz. To wszystko w imię pozycji i postrzegania przez innych jako autorytet. Przekaz jest według mnie fatalny, a cały ten pseudo-trening ma na celu jedynie umożliwienie podjęcia pewnych wyborów fabularnych bohaterów i kompletnie zapomina o dydaktycznej funkcji bajki.

To, o czym również zapomnieli autorzy scenariusza, to jak opowiedzieć historię w sposób płynny i spójny. Od momentu, kiedy Max wyjeżdża z Nowego Jorku, czyli na początku filmu, akcja jest wiecznie chaotyczna i podzielona na trzy niepowiązane ze sobą wątki, między którymi skaczemy bez ładu i składu, a finał kompletnie tego nie wynagradza. Kiedy do niego dochodzi jesteśmy już tak zmęczeni i obojętni na losy bohaterów, że odliczamy tylko czas do końca seansu. W kinie siedziała obok mnie mała dziewczynka, która mniej więcej po godzinie pytała mamy jak długo jeszcze film będzie trwał, będąc przy tym wyraźnie znudzoną. Jej reakcja jest tym bardziej przykra, że przed seansem była pełna energii. ‚Sekretne Zwierzaki’ zwyczajnie zniecierpliwioną. Człowiek ma wrażenie, że ogląda trzy krótkie metraże, które ktoś pociął w losowych miejscach, wymieszał i oddał komuś do posklejania.

Najlepszym elementem nowej produkcji Illumination jest postać Daisy, czyli debiutant w serii. Jej wątek z czarnym bohaterem pierwszej części, Tuptusiem, który teraz uważa się za superbohatera (oczywiście…) jest moim zdaniem najbardziej interesujący, a może po prostu najmniej irytujący, bo skupia się na czystej akcji i przygodzie, gdzie ciężko jest coś spieprzyć pod kątem ideologicznym.

W trakcie napisów końcowych pokazywane są śmieszne filmiki piesków i kotków z YouTube, więc jeśli masz Unlimited wpadnij na ostatni kwadrans. W przeciwnym wypadku, nie polecam. Zawiodłem się, bo widząc niewykorzystany potencjał pierwszej części, miałem nadzieję na poprawę.

Odpowiadając autorom plakatu: Don’t worry. I didn’t laugh at all.

Ocena: 3/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s