Asako. Dzień i Noc

W polskich kinach, trochę po cichu, pojawiła się pozycja, która powinna zainteresować fanów japońskiego kina. ‚Asako. Dzień i Noc’ to uczestnik głównego konkursu Cannes z 2018 roku i najnowszy film reżysera Ryusuke Hamaguchiego. Jak na slow-cinema brakuje mu głębi typowej dla tego typu rozwiązań w kinie. Wbrew pozorom to bardzo lekki i przyjemny seans. Chociaż wypełniony jest po brzegi melancholią i ujęciami zamyślonej i zawieszonej w stanie pół-snu bohaterki to osią fabularną jest romans rodem z komedii romantycznej, w który zamieszani są przyjaciele zakochanych, a ich spotkania nierzadko dostarczają widzowi powodu do śmiechu.

Film rozpoczyna historia pierwszego spotkania i miłości od pierwszego wejrzenia, która nie ma prawa się zdarzyć w prawdziwym świecie, jak zauważa później przyjaciel pary. Asako poznaje Baku w galerii sztuki w Osace. Wpatrzoną w zdjęcie dziewczynę mija chłopiec nucący pod nosem melodię, który niczym zaklinacz węży wyciąga ją za sobą z budynku. Przez chwilę śledzi go w raczej niewygodny dla widza sposób (niezależnie od płci, creepy), ale w odpowiednim momencie skręca w przeciwnym kierunku. Właśnie wtedy dzieje się magia. Strzelają fajerwerki, obracają się ku sobie, on podchodzi i ją całuje. Komu przytrafiła się taka sytuacja niech podniesie rękę. Mamy więc szczęśliwą parę młodzieńców, którzy nawet ulegając wypadkowi drogowemu nie widzą świata wokół siebie i wpadają sobie w objęcia leżąc na środku jezdni. Romantycznie, ale unosi się atmosfera jednostronności i uległości. Asako wydaje się bardzo bierna. Sielanka trwa do momentu, kiedy dowiadujemy się z planszy, że Baku wyszedł po buty i nigdy nie wrócił.

Wracamy do Asako kilka lat później, kiedy pracuje w kawiarni w Tokio i przypadkiem wpada na mężczyznę, który wygląda identycznie jak Baku. Nie bez powodu, bo Ryohei gra ten sam aktor. Szok i odtrącenie, które są reakcją Asako tylko wzbudzają zainteresowanie wyglądającego jak sobowtór chłopaka. Z kolei ona jest przyciągana przez jego podobieństwo do pierwszej i najprawdopodobniej jedynej miłości dziewczyny. Można przypuszczać, że gdyby nie Baku, ta dwójka nigdy by się ze sobą nie poznała. Czy jest to błogosławieństwo czy klątwa, która odbije się czkawką na ich relacji? Okazuje się bowiem, że Baku z Ryohei łączy jedynie warstwa zewnętrzna, a charakter drugiego jest wręcz przeciwieństwem pierwszego. Bezinteresowny, miły, ufający, potrafiący obrócić nieszczęśliwą sytuację w sukces bliskich mu osób i podjąć trudne decyzje wymagające poświęceń. Żeby jednak doszło do trwałego połączenia tej dwójki nie wystarczą zwykłe fajerwerki i atrakcyjna melodyjka. Tym razem potrzebne jest trzęsienie ziemi i to nie byle jakie, które w Japonii zdarzają się często, ale trzęsienie ziemi w Tohoku z 2011 (tsunami niszczące elektrownię atomową w Fukushimie). Paraliż miasta i transportu publicznego doprowadza do spotkania w tłumie pary zakochanych. Scena jest nagrana niczym odbicie lustrzane spotkania z Baku z początku filmu, ale tym razem to Asako podchodzi do mężczyzny i po raz pierwszy wykazuje inicjatywę.

Wszystko, co dzieje się później to eksploracja życia codziennego, wspólnego mieszkania, zajmowania się kotem i miłości reprezentowanej przez budowanie zaufania i wzajemnego oparcia. W pewnym momencie następuje nieuniknione, czyli powrót Baku do życia kobiety i zderzenie relacji budowanej latami z płomiennym uczuciem czasów młodości. Każdy, kogo życie postawiło w podobnej sytuacji wie jak niewłaściwa reakcja potrafi w mgnieniu oka popsuć sprawy w związku i tutaj mamy świetny tego przykład.

To, co pozytywnie zaskakuje to jak film nie próbuje nawet przez chwilę oceniać wyborów bohaterów i nawet, kiedy widz chce cisnąć telefonem w ekran stara się sprowadzić nas na ziemię i podejść do sytuacji w sposób bardzo realistyczny i dorosły. Chyba o tym jest ten film, jeżeli mamy go traktować, jako coś więcej niż prosty romans. O dorastaniu do miłości. Miłości i życia, które może być jednocześnie brudne i piękne jak rzeka przepływająca przed domem w ostatniej scenie filmu.

Często to powtarzam, ale zawsze urzeka mnie w kinie azjatyckim, a przede wszystkim japońskim i koreańskim krajobraz i urbanistyka. Bez znaczenia czy to jest anime czy live-action. W tym filmie to wszystko jest, więc jeśli chcesz wybrać się do kina na obraz z pogranicza dramatu, romansu i komedii, a przy okazji popatrzeć na Osakę, Tokio, wąskie osiedlowe uliczki, przejścia dla pieszych między stacjami metra wijące się nad ulicami, zielone wały przy brzegach rzek i szybkie pociągi to spędzisz miło dwie godziny. Nie oczekiwałbym jednak niczego więcej. Żadnych zmieniających podejście do życia duchowych doświadczeń.

Ocena: 6/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s