Gloria Bell

Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na prezent w Dzień Matki, a przypominam dla zapominalskich, że to już jutro, nie szukajcie dalej. Zabierzcie swoje mamy do kina na seans ‚Gloria Bell’, który pojawił się w repertuarach kin w miniony piątek.

Tytułowa bohaterka to kobieta w średnim wieku, rozwódka i matka dwójki dorosłych już dzieci. Nadal piękna, nadal przepełniona energią i chęcią do tańca zarówno na parkiecie, jak i w życiu codziennym i miłosnym. W tej roli genialna Julienne Moore, która swoją grą aktorską bierze na barki ciężar filmu, a niesamowita uroda pomaga miejscami coś udowodnić, korzystając z kontrastów. Poznajemy ją na dyskotece. Spotykając znajomą twarz w tłumie od razu korzysta z sytuacji i szansy do flirtu z mężczyzną, a kiedy rano budzi się sama jest zawiedziona. Jednak pozbywa się tych ciemnych myśli równie szybko jak kota, który ciągle znajduje wejście do jej mieszkania i nawiedza dzień po dniu. Bardzo często jeździmy z Glorią autem, obserwując ją z fotelu pasażera. Gloria śpiewa piosenki o miłości, przemierzając słoneczne ulice amerykańskiej metropolii. To, że ciągle jest w drodze świetnie oddaje to, co dzieje się z nią w środku.

Każdy z nas chce się czuć potrzebny, a najbardziej matka dzieciom i kochanka kochankowi. Ten pierwszy przypadek jest pokazany bardzo szeroko, uczciwie i w sposób bardzo nowoczesny. Mogę się do niego odnieść jedynie z perspektywy dziecka, które jest w wieku dzieci głównej bohaterki. Dzieci mają własne życie. Syn, grany przez Michaela Cere (Scott Pilgrim vs The World) jest już żonaty, ma dziecko, ale opiekuje się nim praktycznie sam, kiedy „żona odnajduje siebie na pustyni”. Gloria pragnie być częścią nowej rodziny syna. Chce doradzić Peterowi w sprawie leczenia malucha, chce pomóc ułożyć go do snu, ale ten skutecznie ją odpycha. Córkę Glorii poznajemy w trakcie lekcji yogi, na którą poszła po raz pierwszy w życiu. Czujemy, że na zajęcia przyciągnęła ją chęć spędzenia czasu z Anne, która zaraz po wyjściu z sali ćwiczeń przedstawia chłopaka ze Szwecji i odjeżdża. Gloria na każdym kroku musi się godzić z tym, że ostatecznie zostaje sama. Naturalnie, jak podkreślają to słowa piosenki, której słucha na wieczorku muzycznym w knajpce. Matka kocha swoje dzieci. Marzy jej się spędzanie z nimi więcej czasu. To ona dzwoni do nich w trakcie pracy. Prawie nigdy na odwrót. Córka dzwoni do matki, kiedy faktycznie jest bardzo źle, potrzebuje pomocy i taki przypadek również w filmie widzimy, ale w rolę córki tym razem wciela się właśnie sama Gloria. Ta matczyna miłość musi się jednak objawiać w zaufaniu, w kibicowaniu poczynań dorosłych już osób. One tego potrzebują i ona to rozumie, mimo że wielokrotnie jest zawiedziona okruchami z ich życia, które otrzymuje po tylu latach spędzonych pod wspólnym dachem. Małymi nagrodami są sytuacje, kiedy przy okazji urodzin spotykają się przy stole z rozwiedzionym mężem i okazuje się, że matka wie o wszystkim, co dzieje się w życiu dzieci, a on niekoniecznie.

Przy tym samym stole, Gloria przedstawia rodzinie swojego kochanka, którego poznała na dyskotece. Gdzie indziej? Przecież kocha tańczyć. Tym razem wieczór skończył się seksem. Później randka, jedna, druga i coś ich połączyło. Jednak postać Arnolda, w którą wciela się John Turturro od początku wydaje się trochę dziwna i niepasująca do energicznej i kochającej życie kobiety. W ich wątku zgłębiamy ten drugi rodzaj uzależnienia od siebie. Arnold jest strasznie toksycznym mężczyzną, ale w sposób kompletnie pozbawiony agresji. Jest chodzącym kłębkiem lęków, niepokojów i kompleksów. Dowiadujemy się o nim więcej dopiero, kiedy wchodzi w interakcję ze znajomymi i rodziną Glorii. Ona sama tak naprawdę nie potrafi odpowiedzieć na pytanie kim jest mężczyzna, z którym się spotyka. Jest typowym przykładem zaborczego mężczyzny, który nie dzieli się z partnerką bardzo dużą częścią swojego życia, jaką jest jego rodzina w postaci eks i dwóch córek wiecznie dzwoniących do niego z prośbą o pomoc. Jednocześnie wymaga od Glorii totalnego poświęcenia czasu i uwagi. Zwyczajnie chciałby ją zamknąć w klatce i mieć tylko dla siebie. Wielokrotnie zachowuje się jak burak, ale jak to się objawia nie będę zdradzał i zostawię Wam przyjemność z obserwacji, bo ich romans to mimo wszystko główna oś fabuły.

W filmie znajduje się świetna scena, kiedy Gloria spotyka ulicznego artystę otoczonego tłumem gapiów. Zabawia ich tańcem marionetki na sznurkach. To mały szkielecik. Zebrani wokół młodzi ludzie w garniturach się śmieją, zadowoleni z samego aktu, a Gloria w bezruchu ze smutkiem i melancholią wymalowaną na twarzy dostrzega w zabawce samą siebie. Sytuacja ma swoje odzwierciedlenie w innych miejscach, jak kiedy odpowiada przyjaciółce, że „kiedy świat się będzie kończył, ja będę tańczyć” lub na dyskotece, kiedy nieobecna tańczy z dużo starszym mężczyzną i jedyne, co widzimy to akt, ale wewnątrz brak jakichkolwiek emocji. Motyw ten pojawia się również w finale, kiedy przyjaciółka zaciąga ją do tańca. Gloria najpierw odmawia, potem idzie z niechęcią i zaczyna wykonywać ruchy podobne do szkielecika, kierowanego przez lalkarza. W pewnym momencie zatrzymuje się i zdaje sobie sprawę, że niepowodzenia nie mają prawa odebrać jej radości z tańca i po raz kolejny daje się porwać muzyce.

Nowy film Sebastiana Lelio, chilijskiego reżysera, autora ‚Fantastycznej Kobiety’, która zgarnęła w zeszłym roku statuetkę Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny ma bardzo słodko-gorzki wydźwięk. Jest w nim jednak na tyle dużo ciepła i emocji rodzinnych, matczynych, a przy tym kreacja Julienne Moore dodaje wszystkiemu na ekranie mnóstwo życia i kolorytu, że warto wybrać się do kina. Jeżeli zabierzecie swoje mamy, jestem pewien, że będą zadowolone. Taniec przewija się notorycznie w trakcie seansu, a że nie jest to film niemy, dostajemy potężny soundtrack. Taneczne ruchy tułowiem, rękoma i stopami wszystkich pań w średnim wieku, które były ze mną na sali mogę porównać jedynie do dzieci, które podczas bajek Disneya wychodzą ze swoich alejek na schody i bawią się, tańczą i dopingują bohaterów na ekranie.

Ocena: 7/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s